czwartek, 15 czerwca 2017

Ryby

Jak widać, pojawiam się z okazji świąt wszelakich :). A że dziś Boże Ciało to przypomnę tylko mały uszytek, który wykonałam dla pewnej parafii. Będzie na kilka lat, do znudzenia ozdabiać ołtarze podczas procesji. Zamówienie zostało szybko zrealizowane i się spodobało. Każda ryba jest inna.
Wykonałam te ryby ze dwa lata temu, pokazywałam na FB, ale tam jest taki chaos, że nie znajduję posta. Udało mi się bloga naprędce przejrzeć, nie znalazłam - to pokazuję.

Bardzo przydała się w realizacji bawełniana zasłona z lat 60 od mojej Teściowej.
Takie mgły i omdlenia beżowoszare były bardzo popularnym wzorem w tym okresie.
Rybki w pomarańczy to fragment Indianki w puszczy - przecudnej urody pościeli wyszperanej w lumku. Nie ma drugich takich przejść tonalnych w moich szmatach!







poniedziałek, 17 kwietnia 2017

Wielkanoc 2017

Wszystkim składam najserdeczniejsze życzenia zdrowia, radości, miłości i wiary w poprawę losu.
Niechaj każdemu będzie serdecznie, rodzinnie i wspaniale w te piękne dni Wielkanocy


Ps. W ostatniej chwili padł mi telefon, więc przepraszam za brak bodaj sms-a z życzeniami prywatnymi do wielu z Was. Także nie jestem w stanie odczytać życzeń dla siebie. Uściskuję więc potrójnie, o każdym pomyślałam serdecznie wczoraj.

niedziela, 15 stycznia 2017

Raz do roku wielkie święto.

Jak co roku kibicuję Wielkiej Orkiestrze Świątecznej Pomocy. To jest wspaniałe, że gra już 25 raz!
To - wspólne i piękne działanie pozwala pomóc przetrwać straszne czasy. Daje wiarę i daje moc!

U nas każdy sobie opłaca swoją składkę. Do wczesnego południa uczyniliśmy to ja, mąż i składka za kota. Późnym popołudniem na łowy za wolontariuszami po pracy ruszył syn. Syn ma ofiarować składkę za siebie i psa. Teraz trzeba na wolontariuszy zapolować, ale na szczęście ja znalazłam harcerzy w markecie i chyba tam na niego będą czekać.

Brawo Orkiestro! Trzymaj się i czyń dobro dalej!
Za chwilę Światełko do Nieba!!! Czekamy z radością!!!!

czwartek, 5 stycznia 2017

Butki

O mojej połowie szalenie eleganckiej pisałam onegdaj TUTAJ.
Nieodrodną jestem żoną, bowiem puściwszy się pędem rankiem zepsem, potem do hurtowni, potem do pracy, w pracy też polatałam - jeszcze się wybrałam wieczorem do sklepu popatrzeć co w modzie. Bo Panmąż nie ustaje w kwestii koka i kapelusza.
Moje wizyty w takich miejscach to w zasadzie patrzenie. Nie ma rozmiaru, mało mi się podoba, a uszyję sobie, szkoda pieniędzy, a po co mi to.
I gdy wieczorem siadłam, by zdjąć swoje butki oczom ukazał się taki obrazek:


Mało, że dwa różne to jeszcze jeden się rozpadał. Nic nie czułam.
Panmąż to przynajmniej oba czarne wzuł.


Pamiętam jak rżałam, gdy JaśniePan swoją słabość zobaczył. 
Więc karnie się podstawiłam do rżenia ze mnie. Ale Panmąż stwierdził, że w moim przypadku nawykł, widzi różne rzeczy, nie mówi - bo się mu postawię i tak  wyjdzie na moje. 
Więc milczy. Ojtam, ojtam - zatyka go.

A morał z tego taki - nie śmiej się Babko z Dziadka wypadków, Babka się śmiała i gorzej miała!
Wszystko wraca! 
I chwała Bogu za równowagę!

wtorek, 3 stycznia 2017

Duńskie trolle

Dawno temu pisałam o zdobyczach z lumpka po 1 zł, wśród których była wyszywanka z kompletem nici, igłą i wzorem. Kanwy nie znalazłam, bo może gdzieś posiałam, albo nie było.
Porządkując nieco swoje zasoby odnalazłam ów wzór i natentychmiast porzuciłam miłe zajęcia domowe polegające na czyszczeniu, obcieraniu, trzepaniu, szorowaniu przed Świętami Bożego Narodzenia, a zaczęłam wyszywać.

Wzór pochodzi najprawdopodobniej z początku lat 70-tych, z duńskiej firmy Oehlenschläger.
Wtedy zaczęły się pojawiać wszędzie folkowe motywy. Półwieczne nici zachowały się w stanie idealnym, były to nici Dmc i bawełna dość przaśna.


Do wyszycia użyłam już zadrukowanej kanwy o dość idiotycznym wzorze, oczywiście na drugiej stronie. Kanwa jest kanwa, jak jedna strona nie bardzo, to trzeba wyszyć na drugiej :).


Oczywiście nie miałam ani czasu ani ochoty kopiować identycznego wzoru, bo dla mnie kropka w kropkę nie musi być identyko. Zamiast pochodu trolli wybrałam parę i wystarczy.
Zmieniłam porządek akcesoriów oraz ich wysokość, by się zmieściły. Nie wyszywałam girlandy dokoła, bo kanwy brakło. Nie haftowałam krzyżykami, bo wszyscy nimi wyszywają.
Po wyszyciu wyprałam obrazek i tu znów zabrakło rozumu, by wcześniej zygzakiem boki potraktować. Kanwy ubyło :). Farbki z poprzedniego wzoru co zeszły to zeszły, ale kanwa zrobiła się miękka i gęsta.
Do tła doszyłam gwiazdki cięte z metra. W sumie to gdy gwiazdki przyszyłam to znalazłam odłożoną na ten cel wycinankę świąteczną z filcu, która miała górę ogacić. No, ale to ja cała.



W trakcie pikowania Janina zastrajkowała, bo za chuda ocieplina była. W końcu poniosłam do pracy, gdzie w walizce Generał Walter odpoczywał i na stojaka na szafce dopikowałam następny kawałek. Ten też gdzieś miał współpracę, zrywał nitkę i do kitu taka robota.


Znów w domu ja do Janiny - a tej przeszło! Dopikowała resztę, doszyła lamówki i całą resztę. Samą siebie pochwaliłam za dobór plecków, bo akurat to wyjęłam, pasuje do tych pikowań nieszczęsnych i gubi moją nieporadność z maszynami.


Gotowa makatka zawisła w drzwiach pracy! Dynda sobie radośnie, kiedy ktoś je otwiera :)


I z tym zdążyłam na czas :)!

sobota, 31 grudnia 2016

2016/2017

Kończy się ten paskudny rok, więc z radością go żegnam!
Wam Kochani składam życzenia, by spotkało Was szczęście, radość, ciekawe dni, spokój. 
Niech zdrowie dopisuje, bo ono najważniejsze. 
Niech Was mamona też nie omija, bo bez niej sami wiecie - nic nie można. 
Niech się spełniają marzenia te jawne i te w ciszy duszy wyszeptane. 
Niech Was otuli Dobroć!


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...